dlaczego
dlaczego teraz mówisz nie, gdy serce moje krzyczy tak
dlaczego teraz odwracasz się, gdy w końcu umiem patrzeć w Twoje oczy
dlaczego nagle zatrzymujesz swoje serce, gdy moje zaczyna bić
dlaczego ocierasz łzy, gdy ja nauczyłam się płakać
dlaczego odchodzisz, gdy ja dopiero nauczyłam się chodzić
dlaczego nie..gdy dopiero nauczyłam się mówić tak

milczysz
nie rozumiesz
nie czujesz

za dużo słyszę
za dużo teraz wiem
zbyt wiele czuję

2011-09-04 01:03:06 skomentuj (0)
i jak to wszystko mija..
Nie zdarza mi się pisać czegoś dosłownie, bez całej otoczki, lecz czasami trzeba...

Wszystko mija, zmienia się. Coś co kiedyś istniało, gdzieś mocno wyryte, blednie, choć jeszcze rana się żarzy.

Gdzieś wychodzi prawda, której nigdy nie chciało się znać. Gdzieś pojawia się obraz, który po prostu się pojawia, a to już i tak dużo.

Gdzieś po prostu coś się zmienia, lecz nikt nie dał instrukcji.


2007-07-21 11:44:19 skomentuj (5)
bo wiecie.. poznałam człowieka, który pozwolił mi nazwać się "bratem"
Napisałabym do Ciebie list..
Taki długi list pełny środków poetyckich, gdzie udawałabym, że naprawdę jestem kimś.
Dorzuciłabym poważny ton, że niby mam szerszą percepcję.
I koniecznie byłyby tam trudne określenia.. koniecznie! bo bez nich, to przecież nic nie znaczę.
Podpisałabym ten beznadziejny list dwoma słowami.
Zapieczętowała jedną łzą.
Jako imię nadawcy wpisałabym "dziękuję"
Jako adres "przepraszam"
Jako miejscowość "podole ziemi"
A w miejsce odbiorcy, by listonosz wiedział gdzie zanieść: "Święty"

2007-04-02 13:30:35 skomentuj (3)
Pawlikowska- Jasnorzewska miała rację
Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic.
Jestem może bledsza,trochę śpiąca
trochę bardziej milcząca
lecz widać można żyć bez powietrza !


2007-02-22 23:35:03 skomentuj (3)
jest
30 stycznia 2007 roku. Data, kolejna data. Określa dni minione, potwierdza coś przeszłego. I po prostu odsłania 23 dzień.
2007-01-30 23:14:16 skomentuj (1)
nie powiedziałabym nigdy
Nigdy bym nie powiedziała, że kiedyś Cię spotkam.


Książę ugrzęzł w błocie. I tak po prostu.. przyszedł kot w butach.
2007-01-07 17:21:20 skomentuj (2)
taki sobie kopciuszek z miotłą w ręku
Przedstawienie się skonczylo. Tlum stal wiwatujac i krzyczac z radosci, domagajac sie bisu. Muzyka gdzies ucichla. Gosc od dymu stal pokazujac kciuki w gorze. On klanial sie, jak tylko potrafil, z wielka radoscia, patrzac ciagle to na mnie, to na tlum. Bo i jednoczesnie trzeba bylo udawac zadowolenie i serce wyrywalo sie podniesc rozmarzona kochanke.

I nagle spojrzal na mnie z przerazeniem. Nie bylo pieknej sukni, ani make-up nie istnial. Jakis lachman wisial na wielkim ciele i nic poza tym. Pomarszczona twarz, ktora doszukiwala sie spojrzenia. Tylko jednego spojrzenia do cholery!!!

Przestraszyl sie. Uklonil publice i wyszedl spokojnym krokiem za kulisy.

Zasunieto kotare. Ktos mnie pozbieral z ziemi. Nie wiem nawet kto. Posiadzili mnie na krzesle bez oparcia. I spadlam. I nikt mnie nie podniosl. I tak leze. A o nim nikt juz nie slyszal.


Leze tak sobie. Ludzie przechodza niezauwazeni obok. A ja tylko nuce sobie piesc: "Pani zgubila trzewik?"
2006-12-25 23:44:04 skomentuj (2)
intymnie o zwymiotowanym trzewiku
Nie było już kotary, i właśnie powiedziano, że mam wyjść. Tyle czasu czekania i prób na ten jeden wspólny występ, gdzie dotknę twojej dłoni i odżyje wspomnienie.
Tak ciężko zrobić krok, gdy się wie, że po drugiej stronie tej mgły stoisz i wiesz, że po drugiej stronie mgły jestem ja.

Żeby tylko mieć zdjęcie, żeby tylko mieć taką fotografię, gdzie zawsze ze łzą w oku będę mogła zajrzeć, gdzie zawsze żywe wspomnienie będzie czekać.

Pierwsze kroki, tak bolesne, jakby się szło przez całe nasze życie. Nie widać w ogóle publiki, jakby nie istniała, choć wiem, że to moje najintymniejsze, to moje upragnione, właśnie wy publiko przerwiecie oklaskami. Dacie nam brawa i owacje, nie wiedząc, co się dzieje e w środku, nie wiedząc co czuje i przeżywa kobieta.

Widzę twoje kontury, tak blisko, a tak daleko. Ten zarys magicznego ciała, który delikatnie opływa już wyczutymi z daleka perfumami. I tak wchodzą do środka, otaczają dokoła, przytulając, jak kiedyś. I choć powinieneś iść do przodu,
stoisz i patrzysz, jakbyś nie mógł uwierzyć, że to ja. Tylko czy to nie moje marzenia? Czy to nie moja bajka się spełnia, że mnie kochasz? Czy to nie mój świat się realizuje w tym zaklęciu sceny? W tych deskach, gdzie ktoś kiedyś upadnie ze śmiechu, gdzie jakaś prostytutka obnaży się bez reszty?
I ja ci daję siebie, a raczej proszę weź więcej, choć mnie już masz całą. Tak niewysłowione, tak milczące, tak odbijające się od twego cienia.

Żeby tylko mieć zdjęcie, żeby tylko mieć taką fotografię, gdzie zawsze ze łzą w oku będę mogła zajrzeć, gdzie zawsze żywe wspomnienie będzie czekać.

Czyż to rzeczywistość, czy ciągle magia? Czyż sen, czyż to pragnienie? A nawet jeśli to tylko zaklęcie rzucone przez martwe serce, a nawet jeśli,
to nie zabierzesz mi tego. Grasz według mojego Marzenia, według mojego albumu, gdzie chcę byś mnie chciał całą. Tak nie poprawioną, tak zwykłą, tak nikłą. Taką tylko, jaką ty byś mnie mógł zobaczyć.

Stanąłeś przede mną, jak wtedy po raz pierwszy, gdy mnie ujrzałeś. Ktoś ze studia puścił mocny wiatr, przeganiając całą naszą osłonę, przed ludzkimi oczyma, przed ich osądami. Ale czy to było ważne? Czy to się liczyło?

Żeby tylko mieć zdjęcie, żeby tylko mieć taką fotografię, gdzie zawsze ze łzą w oku będę mogła zajrzeć, gdzie zawsze żywe wspomnienie będzie czekać.


Zamknęłam oczy, by tak nie bolała moc powietrza. W tym momencie usłyszałam fragment zachwytu ludzkiego westchnienia kobiet spragnionych kopciuszka. Ktoś się gdzieś trochę oburzył etycznie.

Chcę otworzyć oczy, ale czuję delikatny powiew najsłodszego wiatru, który delikatnie wiruje wyznaczając tor myślowi. Chcę nabrać powietrza, by płuca odżyły, ale anioł sprawił, że całkiem zamarły, gdy tylko lekka woń tamtych perfum.. Odkąd po raz pierwszy odwróciłam się za tobą, nie mogąc ci nic powiedzieć, bo nie istniał język.

Żeby tylko mieć zdjęcie, żeby tylko mieć taką fotografię, gdzie zawsze ze łzą w oku będę mogła zajrzeć, gdzie zawsze żywe wspomnienie będzie czekać.

Tu kończy się moje diabelstwo, osierocone twym anielskim dotykiem. Choć w scenariuszu mieliśmy tańczyć, choć na próbach tak martwo to wychodziło, tak teraz stoimy pozbawieni osłony bojąc się dotyku, bojąc się otwartych oczy, bojąc głupoty własnej słabości. I nie wiedząc niczego, nie myśląc o niczym, przewracam po cichu ten album środkowy, gdzie zapisany jesteś na pierwszej stronie, burząc mą chronologię.

Ktoś z orkiestry ciągle powtarza tą samą melodię, czekając, czy w końcu zaczniemy.
Publika oburzać się zaczęła, mego wnętrza nie rozumiejąc. Delikatnie chwyciłeś mą talię, choć dla mnie to był Gustowski ryk wyrwanej kartki. I nie proś mnie bym powtórzyła te kroki, bo ich nie pamiętam, bo ich nie widzę, bo tak boje się otworzyć oczy, by przypadkiem się nieokazało, że jesteś kimś innym. By przypadkiem nie zmienić kierunku. Czuję tylko, że mnie porywasz, że tak zabierasz, dla siebie, może rzeczywiście w ogóle nie chcąc.

Żeby tylko mieć zdjęcie, żeby tylko mieć taką fotografię, gdzie zawsze ze łzą w oku będę mogła zajrzeć, gdzie zawsze żywe wspomnienie będzie czekać.

Ktoś znowu zarzucił dymem. I już czuję, że przestajesz grać, że nie jesteś już tylko aktorem tancerzem, lecz kimś więcej, lecz kimś więcej. Zatrzymujesz się kończąc, coś w ogóle nie zaczętego. Trzymasz mocno, choć widać to delikatnie. Twój oddech przechodzi przeze mnie, jakbym nigdy nie istniała. Dotykasz dłonią policzek, jak klamkę do czegoś, jak klamkę do moich oczu. I sam ją naciskasz, sam je otwierasz, bo bez ciebie ich nie otworzą, bez ciebie oglądać świata nie chcą, pustą szafę w sobie trzymają, gdy nie ten klucz, gdy nie ta dłoń dotyka.

Widzę twarz. Widzę oczy, choć patrzeć się boję. Tak tobie podległa, tak twoja, tak do ciebie należąca, tak nie swoja, tak jednemu poddana. Nie ma siły się utrzymać, ale kto miałby siły, przy takich skrzydłach.

Znowu rzucili dymem, tak w twarz i tak mocno w oczy, zasłaniając duszę, która twoją jest, bo do ciebie należy, choć tak o niezależności krzykiem dawała.

Tak wspólny oddech, tak wspólnie zamknięte rzęsy, tak wspólnie swoi. I znowu upadam, gdy odchodzisz, by się ukłonić. Wstać nie ma siły energią zabraną. I tylko znów ten lekki wirujący powiew wiatru, najsłodszego, jaki istnieje, który uśmiecha się tajemniczo znad wzniesionych owacji. I choć nic nie słychać, czuć tamtą melodię, czuć tamten powiew wiatru. I znów te słowa, jak upierdliwy motyw, który krąży i wiruje, który tańczy gdzieś diabelskim krokiem anielsko dokoła: „Panna zgubiła trzewik?”

Żeby tylko mieć zdjęcie, żeby tylko mieć taką fotografię, gdzie zawsze ze łzą w oku będę mogła zajrzeć, gdzie zawsze żywe wspomnienie będzie czekać.


2006-11-16 15:42:12 skomentuj (1)
czekając, aż wybije dwunasta
Kiedyś powstała bajka o kopciuszku. Stała się pięknym marzeniem każdej dziewczynki, że kiedyś zjawi się książe i porwie, a na koniec ktoś zanuci "i żyli długo i szczęśliwie".
I oto kłania się współczesna wersja, z lekkimi naleciałościami "to właśnie miłość".
Zapracowani spotykają się przy jednym stole w stołówce. On mówi po francusku oraz w ojczystym języku jakiejś głębokiej Arfyki. Ona nieznosi francuskiego. Pozostaje tylko najintymniejsza komunikacja, jaką stają się oczy i drobna namiastka angielskiego, wynikająca bardziej z globalizacji, aniżeli z ambicji.

Ktoś gdzieś coś słyszał. Ktoś gdzieś coś napisał.

Dwa dni później to już czekanie na karetę, to już piękna suknia zamiast łachman.
I tylko czekać, aż zegar wybije dwunastą. A przecież każdy kopciuszek, nawet w tej wersji dla cyników, był na balu. I choć nawet buty są na nogach, choć nie było sprintu w szpilkach, to jednak wspomnienie zawsze pozostaje.

Tak to już z bajkami bywa, że ich kompozycja otwarta pozwala na domysły i realizację własnych zachcianek.

I tak trwając między bajką, a rzeczywistością, między wspomnieniem, a alzheimerem.. bo ktoś gdzieś coś słyszał, ktoś gdzieś coś zaśpiewał.

czarny kopciuszek kopci ciuszek, choć nic to nie da, a dać by chciało, choć dać nie wypada, a brać by mogło.

I oto ci gratka zagadka, gdy stajesz przed bajką, czyliż to prowokacja literacka, czyliż zabawa słowna, czyliż po prostu kolejny tekst, którego nikt nie pojmie, choć by chcieć mogło bardzo?

podpisane: czarny kopciuszek;)
2006-10-27 23:35:39 skomentuj (4)
nie patrz w moje oczy
Podniesione rolety, a jakby ciągle były. Odrapane szyby. Ktoś zostawił trochę paznokcia. Może mu oddać? Biel na zewnątrz, o ile zewnątrz istnieje. Ciemna zaslona, o ile jasność istnieje. Przysłonione, zakryte, odrapane kłamstwem. Przeraża, pulsuje. Powoduje bierność, choć jest tak aktywne. Daje bezsilność, choć tak krwawi. I może można dodrapać się do zewnątrz? Może się da? Ale nie ma siły. Nie widać jasności. I tak kapie, tak kapie. Gdybyś stanął z drugiej strony, z drugiej strony tej szyby. Nie zobaczyłbyś nic. Tylko paznokiec przykułby twą uwagę. I dobrze. To naprawdę dobrze. Tak mi błogo, tak się cieszę. Bo nie musisz oglądać moich odrapanych oczu.
2006-10-03 16:04:06 skomentuj (2)
i tak..
Zadajesz mi pytanie, dlaczego twoi rodzice się rozwiedli. Odpowiadam ci, że nie wiem.
Zadajesz mi pytanie, dlaczego nie żyje twoje rodzeństwo. Odpowiadam ci, że nie wiem.
Zadajesz mi pytanie, dlaczego szakale chodzą zdrowi i piękni po ziemi.
...
I jak świadczyć o miłosierdziu Boga? I jak mówić, że taka wola? I jak mówić, że taki plan? I choć sama w to wierzę, jak mam cię przekonać, że Bóg jest Miłością?
2006-10-01 09:49:23 skomentuj (1)
earth song
To się dokonało w ciemnym pomieszczeniu. Potężna sala wypełniona błyskawicą deszczu. Dokoła ktoś pootwierał wszystkie okna. Nikt nie zadbał o zasłony, które podarte poddawały się sile wiatru.
Coś wydało dźwięki "earth song". Stukot obcasów przejęły dominantę nad całym pomieszczeniem. Ślizg, obrót, zatrzymanie, poszarpane włosy. Ogień oczu, żar napięcia.
I ktoś wszedł. Ktoś, kto nie spodziewał się tej obecności. I wszystko ucichło. Widziana była tylko twarz przybysza. Twarz pogardy, odrazy. Twarz obrzydzenia.
2006-09-05 15:28:17 skomentuj (2)
a miało byc wszystko inaczej
a słońce miało wschodzic z zachodu
a rzeka miała płynąc pod prąd
a ogień miał się zapalic od podmuchu wiatru
a miałam nigdy nie śpiewac
a miałam nigdy nie tańczyc
a miałam nigdy nie gotowac

a miałam nigdy nie myślec o sobie
a miałam się obudzic po czterdziestce
a miałam byc grzeczna
a miałam uważac

a nie wyszło;)
a powinnam żałowac


e tam;) :*
2006-08-01 11:58:51 skomentuj (5)
choć to była może tylko minuta, to jednak zostanie ona, jako całość tylko dla mojego serca
- Moja mama świetnie gotuje.
- I co, po posiłku zawsze mówisz dziękuję?
- Co to w ogóle znaczy "dziękuję"! Ja się zachwycam.
- Nie mogłabym ci gotować, bo bym nic nie zjadła.
- Czemu?
- Bo bym się popłakała.
2006-07-13 15:50:09 skomentuj (1)
czasami
Istnieje czasami podobieństwo, które potrafi budować
i niszczyć.
Czasami się uśmiecha, czasami pobije.
Czasami poda dłoń, czasami podłoży nogę.
Czasami weźmie na ręce, czasami rzuci o ścianę.
Czasami powie komplement, czasami zwyzywa.
Czasami podniesie na duchu, czasami pozbawi krzesła.

Podobieństwo, które nie może się zdecydować, czy chce być wybitną jednostką czy szarzyzną tłumu.
2006-07-05 23:06:35 skomentuj (1)
Unterbewusstsein
Mogłyśmy wejść do pokoju, tam rozmawiać. Aber, jak to słusznie okresliłaś, oznaczałoby to, że dzień się skończył. A przecież wcześniej ci powiedziałam, dass dieses Tag noch nicht zu Ende angekommen ist.


Nie było pożegnania. Nie pożegnaliśmy się.

dank Unterbewusstsein
2006-06-11 00:17:26 skomentuj (12)
rozdział III
- Wstawaj!- dało się słyszeć po raz setny z przedpokoju.
- Wstaję. – dało się słyszeć po raz setny z kupy pościeli pod którą prawdopodobnie znajdowała się Klaudia. Pies z racji swego oddania właścicielom, z radością miażdżył rzęsy człowieka, który o tej godzinie bardziej przypominał zombie, aniżeli kobietę. Dodatkowo radochę temu żołądkowi pokrytemu futrem, sprawiało lizanie każdego elementu ciała, który gdy chował się z jednej strony, wychodził z drugiej.

Klaudii nie było zbytnio do śmiechu. O tej godzinie miała wisielczy humor, a spotkanie z jakimkolwiek żywym stworzeniem oznaczało potencjalne zagrożenie dla jej świętego spokoju, podczas którego przeżywała traumę chorej godziny rannej. Zaznaczyć należy, że pojecie godziny rannej oznacza przedział trzeciej do dziesiątej godziny w ciągu, jak to już niektórzy uznawali, dnia.

Klaudia była wściekła. Niedość, że ciągle musiała wysłuchiwać wezwania do powstania, to jeszcze paskudny kundel, który zaniżał średnie IQ w ognisku domowym, gniótł raz po raz, to biust, to brzuch, ręce, to twarz!!! Na szczęście małe kundle po gwałtownym odwróceniu się w kierunku środka pokoju, dostają ciekawej prędkości, która za każdym razem jest inna. Wniosek: trzeba ciągle próbować, by doskonalić się w swoim.

Klaudia stwierdziła, że należy podjąć próbę przeniesienia siebie do łazienki. Powoli, bo przecież zbytnio zamaszyście nie nalezy, to grozi kalectwem.

- Zaczniemy od włączenia radia. O jakie to ładne… - wyszeptała pod nosem, licząc na to, że słowne rozkazy wobec swego ciała lepiej zadziałają.

- Wstawaj!!!

- Ygh. To było ładne. – rozejrzała się, by ocenić sytuację, gdzie można postawić nogę, by nie zdeptać ciuchów bezwiednie rozrzuconych po pokoju.

- Jedna noga na dobru początek. A teraz tułów.

Nieoczekiwanie spotkała się z pozycją siedzącą. Sama była tym zaskoczona. Kiedy wreszcie złapała ostrość, delikatnie obróciła głowę w celu ponownego ocenienia pomieszczenia, potocznie zwanego „mój pokój”.

- Z tej perspektywy nic się nie zmieniło. – przytaknęła.

Zrzuciła nogi na ziemię, odrzuciła kołdrę i wtem nastąpił ponowny atak bezmózgiego stworzenia na czterech łapach. Atak został precyzyjnie odparty delikatnym unikiem. Normalny pies by zwrócił się w inną stroną, ale nie ten pies.. Ten pies musiał wydzwonić w ścianę. Ten organizm był jak blondynka. Słodkie oczy- są, ładne uszy- są, zdrowa sierść z połyskiem- jest, ładne zęby- są, mózg – error.

W końcu udało się nabrać prędkości w działaniach, czyli zostały zaliczone takie punkty, jak toaleta, łazienka, złożenie łóżka. Dopełzała do kuchni, by niestety zjeść śniadanie. Ze względu na godzinę, wszelka propozycja czegoś na śniadanie, co trzeba by było gryźć, nie wchodziła w rachubę. Czyli witamy płatki rozdziabdziane w mleku, co bardziej przypominało pożywienie trzy latka, albo człowieka, któremu jeszcze zostały trzy latka…

W końcu dozbierała się i wreszcie wyszła z domu.

2006-05-15 16:38:06 skomentuj (2)
Jestem tylko kobietą
Połóż szklankę na stole i popatrz na nią. Jest pusta, przeźroczysta. Jeśli chcesz ją wypełnić zamknij oczy i wyobraź sobie, jak wsypujesz do niej cukier. I otworzysz oczy, a ona będzie pełna. Lecz gdy znów zamkniesz, to znikną oboje.

2006-05-06 16:50:02 skomentuj (2)
spotkała krowa byka...
...lecz zanim to poznała Orła. Latal wysoko i wyciągał z krowy piękną fascynację. Swym odpowiedzialnym lotem, pełnym zarazem spontaniczności dawał zaklęcia, które zdumiały. I krowa też chciała taka być. Chciała być orłem z orłem. I latać wysoko wśród magii, wśród zaklęć i radości z piękna życia.

Krowa jednak wiedziała, że to nie ta półka. Mogła podziwiać, przyglądać się, nasladować, zachwycać, lecz musiała i milczeć. Wielkość orła przyprawiała ją o milczenie. Nawet, gdy kobita ją doiła, ona milczała nie mogąc uwierzyć w czar.

Wróciło jednak to głupie uczucie podczas dojenia. Krowa poczuła, gdzie jest jej miejsce i trzymała się go, jako swego powołania.
Aż nagle kobita postawiła przed nią coś rogatego, co było niezwykle wysokie. Oto spotkała krowa byka.

I okazało się, że on ma pasję, on ma życie. On ma ten błysk w oku. On ma ten ogień.
Lecz nagle byka zabrali. I go nie było. I nie wracał. A krowa w końcu przyzwyczaiła się, że to był kolejny sen.
Lecz pewnego dnia zobaczyła byka kolejny raz. Na swojej trawce. Nie na niebie, wśród wiatru. I ten jego uśmiech zmotywował do radości życia. Dał niezwykłą siłę, energię, że w środku aż kipiało z siły. I mogłaby być krowa teraz dojona i dojona, a i tak stała uśmiechnięta.
2006-04-22 18:57:54 skomentuj (2)
znów tarmoszą me asnykowskie imię
Gdzie jesteś wybitna jednostko? Nie spalili cię jeszcze na stosie? Gdzie twoje czyny? Aha, no tak.. masz je zapisane i schowane pod poduszką dla przyszłych pokoleń.
Gdzie twoje życie? Zapomniałbym.. stoi powyżej mnie z wysoko uniesioną głową, rozpostartymi, orlimi skrzydłami. Ale krzyczysz, bo czujesz na sobie wzrok mój, twojej klatki, tego pustego ludu, który brodzi w błocie codzienności.
Chodzisz na górze, czasami tylko rzucając okiem, czy może nie trzymam tej smyczy z kagańcem na tobie, trochę lżej, tak byś mógł się na chwile choć zerwać.
I gdzie byś poleciał? Gdzie byś włożył swój geniusz człowieku, tym mianem oszpecony, bo pochodzący ode mnie.
Czy to "geniusz" uciekać, odrywać się, szukać wyżej?
Czy też to "geniusz" będąc na dole doszukać się radości?
Mówisz, że życie to ból, to ból, to ból, więc geniuszem będzie znaleźć w życiu radość.


A mówiłeś, że uciekać, to tak nieładnie..
2006-04-08 14:02:11 skomentuj (5)
I oto skarb.
Ojciec siedział zagnieżdżony w fotelu, czytając "Najczerniejszy strach" Harlana Cobena. Chłopak, ze zmarkotniałą miną podszedł i ciągnąc za rękach ręki podpierającej książkę w końcu ściagnął uwagę ojca na siebie.
- Jak wygląda skarb? Czy to jest coś, co się chowa, by nikt nie widział?
- Synku, to samo się robi z brudnymi skarpetkami.
- Czy to jest coś, czym się chwalisz?
- Synku, sąsiad się chwalił, to go pobili i okradli.
- Tato!- skrzywił się syn, totalnie niezadowolony z odpowiedzi ojca.
- Synku, to jest to, co gdy zamkniesz oczy, sprawia, że uśmiech, ten w środku, nie mieści się, bez względu na twą pojemność fizyczną.
Syn przytaknął, lecz nadal nie był usatysfakcjonowany.
- Gdzie ma miejsce tenskarb? Może znajduje się pod wodą, w jakiejś grocie?
- Synku, tam też są opony i puszki po konserwie z "biedronki".
- Może schowany jest w jaskini przy wielkich górach?
- Synku, tam też jest kupa śniegu, zimno i wieje.
- Tato! - [patrz didaskalia przy poprzedniej, identycznej kwesti]
- Synku, to jest tam, gdzie widzisz i czujesz, tylko ty.
Syn przyjął to do wiadomości, ale to nadal nie było wszystko.
- Jak tam dojść? Jakby tak iść w dół...?
- Synku, w dole jest też ciemno i można się zgubić; tam też spływa wszystko, co bezużyteczne u góry.
- To może iść w górę?
- Synku, tam się unosi wszystko, co jest zależne od temperatury.
- Tato!- chłopiec tupnął nóżką z niezadowolenia.
- Zamknij oczy. I pomyśł o chwili, która jest dla ciebie spełnieniem twego marzenia, która została wyryta w tobie, tak delikatnie, a tak głęboko.
Chłopiec stął z zamkniętymi oczami. Jego twarz i delikatny uśmiech rozpromieniał całe pomieszczenie.
- Nie mów już nic więcej tato.
2006-03-25 10:34:26 skomentuj (3)
i tu nawet nie chodzi o to, że to mógł być każdy
21-letni mężczyzna zmarł w szpitalu, po tym jak na ulicy Bałuckiego w Krakowie został ugodzony nożem przez nieznanego sprawcę. Policja wiąże zdarzenie z porachunkami pseudokibiców po meczu piłkarskim pomiędzy Cracovią i Wisła Kraków.
Jak poinformowała Katarzyna Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji, do grupy osób idących ulicą Bałuckiego podjechał czerwony mercedes z czterema osobami w środku. Z auta wysiadł mężczyzna i od tyłu uderzył nożem ofiarę w plecy na wysokości nerek. Po zadaniu ciosu z powrotem wsiadł do samochodu i uciekł.

Ranny mężczyzna został odwieziony do szpitala, gdzie zmarł. Policja obecnie przesłuchuje świadków zdarzenia, na podstawie ich zeznań zostanie sporządzony portret pamięciowy sprawcy. Tego samego wieczora niedaleko miejsca zdarzenia nożem w plecy został zraniony 17-latek. Chłopak trafił do szpitala, jego stan jest określany jako dobry.
2006-03-12 22:15:31 skomentuj (8)
człowiek magia czaruje
Powiesz:
idiota, kretyn, debil, imbecyl, głupiec, prymityw, cham, świnia, wariat, cholera...(i nic więcej mi do głowy nie przychodzi)


tyle możliwości


a ja chcę powiedzieć po prostu:
geniusz

i nie ma nic więcej
2006-02-28 22:12:23 skomentuj (5)
kicz, czy życie?
Zygmunt Krasiński przez zakończenie ukazuje, która postawa w jego mniemaniu jest właściwą. Upór Pankracego, oraz jego śmierć z jasności Chrystusa, dowodzą uznaniu Krasińskiego wobec istnienia Opatrzności nad każdym człowiekiem, która czuwa i ingeruje w życie, losy świata. W ten sposób autor urzeczywistnia prowidencjonalizm.
Dwóch charyzmatycznych indywidualistów, wieszczów, przywódców duchowych, prowadząc dwie przeciwstawne grupy społeczeństwa, mając na celu ich dobro, i tak doprowadza do ich klęski. Pozornie wygrywają rebelianci. Jednak obraz upadku Pankracego, zwycięstwa Chrystusa, ukazuje, iż wszelkie dążenia człowieka nie prowadzą do niczego dobrego, lecz są tyko cyklami przekładającymi się, kierującymi świat do samodestrukcji. Tak przedstawiony katastrofizm łączy się bezpośrednio z prowidencjonalizmem. Tylko boskie czyny mają pozytywne skutki w działaniu, czego przykładem jest zbawienie ludzkości. Żadna rewolucja, jako wynik ludzkich planów, nie przyniosła niczego korzystnego dla człowieczeństwa. Była tylko zalążkiem chwilowego spokoju, który z czasem i tak wynurzał nowych ludzi oczekujących od życia tylko zysków.

2006-02-10 17:22:31 skomentuj (4)
bz tematu
Świnka gwałtownie wpadła do swego mieszkanka. W biegu rozrzuciła wszystko co miała w rękach. Stanęła przed lustrem i krzyknęła: "dlaczego?"
Patrzyła szukając jakiejkolwiek odpowiedzi, jakiegokolwiek śmiecia, który dałby jakieś wytłumaczenie.
Była świnią. Zwykłą, obrzydliwie różową, wielką świnią.
I nagle na swej wielkiej tali poczuła dłonie. I usłyszała tylko świński szept:
"jesteś piękna".
Uśmiechnęła się.
2006-01-20 18:51:56 skomentuj (5)
wilkommen
w ramach kontynuowana tematu, powinnam poruszyć kwestię szmaty, ale nie będę zamęczać ludzi:)


Większość z was jest w lo już conajmniej rok. Zapewne słuchacie, jak i ja zresztą, z dużą częstotliwością teksty dotyczące wybitnej jednostki i otumanionego ludu, który działa schematycznie.

No i co? Czy naprawdę istnieją geniusze, którzy w sposób tak znaczący, kierują ludzkością? Czy też jest to, jak nasz schemat, którym tłumaczymy talent ludzi.

Każdy ma talent, coś co wybitnie potrafi robić. Czyż w takim razie, można stwierdzić, że każdy człowiek jest geniuszem i na swój sposób wpływa i kieruje innymi? A jeśli ktoś dokonuje tego na większą skalę, to okrzykuje się go przywódcą duchowym ciemnych mas?

Docenia się tych, co piszą wiersze sylabotoniczne, regularne, w których jest czasami więcej środków artystycznych, aniżeli treści.. A kto docenia matkę, która sama próbuje, jak może, wychować swych synów? Kto wskaże palcem na hasło wybitny, na człowieka, który się uśmiecha? Kto uchyli czoła przed człowiekiem, który marzy? Kto odda honor temu, kto jest człowiekiem.
2006-01-11 16:57:53 skomentuj (4)
a part of my live - india arie (mała reklama)
Temat: ręcznik

Problem dotyczy zastosowania ręcznika, czyli coś w stylu jego ideologii.



Jak to wiadomo, ręcznik jest przedmiotem, materią, niczym istotnym, ważnym dla człowieka, bo nie musi już używać liści, wiatru, i innych rarytasów, do doprowadzenia się do suchości.


Polonista zadałby pytanie: co czuł ręcznik, gdy był tworzony?
Gdyby takw czuć się w jego sytuację, to mnie osobiście nie przychodzą na myśl żadne pozytywne stwierdzenia. Cóż to w końcu za robota?! Być podtarciem dla każdej części ciała, które różne dodatkowe warstwy (nie mylić ze złuszczającym się naskórkiem) posiadają. Dodatkowo, jeśli nie jesteś na tyle dobry, by doprowadzić skórę do "czystości", nie zwolnią cię(a szkoda), tylko z wykorzystaniem siły fizycznej, zmuszą cię do pracy.



Siła problemu, depresji ręcznika, spowodowanej ciągłym naciskiem, wymaganiami, trudnymi warunkami klimatycznymi, zależy również od rodzaju ręcznika.
Gdyby tak podzielić go najprościej, jak się da, bez wyszukanych słów:
1) stary ręcznik
jego sytuacja jest o tyle dobra, że istnieje ze świadomością, że wyląduje zaraz w koszu; z drugiej jednak strony, jego psychika się pozbawiona sensu, celu. Nie bójmy się określenia, że po prostu został zużyty. Takie stwierdzenie musi boleć. A ciągłe kłótnie rodziny, czy wyrzucić go już, czy jeszcze nie, każdego sprowadziłyby na dno.

2)prześmierdły ręcznik
Określenie "prześmierdły", świadczy o wspólnych cechach z ręcznikiem nr1
Łączy ich przeświadczenie o śmietniku. Można by zaryzykować stwierdzeniem, że ów margines społeczeństwa ręczników, jednoczy się właśnie tam, we wspólnym cieple, wynikającym (no cóż) ze smrodu.
Problem ręcznika nr2, wynika również z powodu, z którego jest prześmierdły. Czyli, musiał być przez długi czsa wilgotny, a nikt go nie rozwiesił, tylko gdzieś leżał w kącie. To jest wynik zaniedbania ze strony człowieka, który mógł uratować od młodej śmierci.

3)ręcznik średniego wieku
Ręcznik ten jest dojrzałym elementem życia. Istnieje zarówno ze świadomością swej obrzydliwej roboty, jednak cieszy go myśl długiego jeszcze istnienia. Występuje tu brak zaniżonego poczucia własnej wartości(dość typowa dla ręczników choroba)- to należy wziąć, jako wielkie szczęście tej materii.

4)ręcznik gwiazdościeracz
Istnieją ręczniki, które umiały wykorzystać swoje 5 minut, są szczególnie zadbane i posiadają nieprzeciętną urodę, zdolności aktorskie i dobre nazwisko.
Ręczniki te występują w reklamach, w filmach. Filmowcom jednak wiedzie się gorzej, ze względu na prze różne role, które muszą odgrywać. Reklamowcy mają o tyle szczęście, że grają tylk z modelkami. Jednak i dobra passa kiedyś się kończy. Ręcznik po utracie roli, z reguły wpada w depresję, traci swój talent, powraca poczucie samotności. Wśród tych ręczników występuje szczególnie dużo zgonów.

5) nowy ręcznik
Niezwykle głupie, naiwne to elementy, które wierzą, że czeka je kariera, piękne życie, świetna praca, genialna kobieta, duży dom, ogródek.. Nieświadome są jeszcze swego przeznaczenia. Prostactwo jest wynikiem tego, iż rodzice od razu porzucają swe dziecko. Nie ma kto uświadamiać młode ręczniki, o powadze i tragiźmie życia


Wniosek z tego jeden- szanuj ręcznik, jeśli chcesz, by i on ciebie szanował
2005-12-30 08:27:59 skomentuj (2)
pod wpływem natchnienia artysty
Temat: Przestrzeń.

I interpretacja

Można podejść do przestrzeni, jako do otoczenia. Sceneria przykładowo, dość typowa, pustynia. Przestrzeń w znaczeniu posiadania dużego, wolnego miejsca.

II interpretacja

Właściwym jest również spojrzenie na przestrzeń, jako na przedmiot. Przykładowo okulary, które są zarówno odbiciem rzeczywistości, jak i świadectwem czas(tu podziękowania dla artysty, który jest natchnieniem tematu;)).

III interpretacja

Mając już spojrzenie na przestrzeń, jako na przedmiot, otoczenie, nie może zabraknąć próby skojarzenia jej ze stanem w jaki jest człowiek. Jedyne co się nasuwa artyście(ciągle ta sama osoba, która jest natchnieniem tematu), to wolność. Było to jedyne skojarzenie, które potrafi zająć 80% przestrzeni.


Czy jakieś wnioski? Właściwie jedynie to to, że przestrzeń, w jakimkolwiek stanie, łączy się z wolnością - pod każdą jej postacią i znaczeniem.
2005-12-24 11:02:42 skomentuj (5)
czemu myślisz, że jesteś naiwny?
Miałam coś napisać. Ale rozmowa na gg z Tomkiem nie pozwala napisać tego co chciałam. Rzecz w tym, że nawet ne wiem, co chciałam napisać.



Może stanie po prostu na pytaniu:
Jak wygląda życie człowieka, który mógłby wszystko prócz kochania?
2005-12-15 22:37:22 skomentuj (6)
coś optymistycznego
wolny...szybki.szybki.wolny...szybki.szybki.

patrz na kropki;)
2005-12-04 21:55:14 skomentuj (4)


My Guest Book


Friends:



Layout By Normal
for Linkup.pwii.pl


Archives:

2011
wrzesień
2007
lipiec
kwiecień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty